KAŻDY MUSI KIEDYŚ UMRZEĆ PORCELANKO, CZYLI RZECZ O WOJNIE TROJAŃSKIEJ
reż. Agata Duda-Gracz

KAŻDY MUSI KIEDYŚ UMRZEĆ PORCELANKO, CZYLI RZECZ O WOJNIE TROJAŃSKIEJ
Spektakl KAŻDY MUSI KIEDYŚ UMRZEĆ PORCELANKO, CZYLI RZECZ O WOJNIE TROJAŃSKIEJ inspirowany TROILUSEM I KRESSYDĄ Williama Shakespeare’a, rozpościera się pomiędzy upadającym mitem a kryzysem cywilizacji, przechodząc przez pytanie: czy Bogini Fortunie wypada chodzić w płetwach? To spektakl śmieszny albo zupełnie nieśmieszny – wszystko zależy od tego z czego się śmiejemy…

_________________

 

Scena I

Widzowie-turyści wprowadzani są przez FORTUNĘ w sam środek konfliktu Greków i Trojan. Muszą się opowiedzieć po którejś ze stron, bo tu nikt neutralnym pozostać nie może. Będą więc losować: jeśli wyciągną czerwoną kartkę siedzieć/stać będą po stronie Trojan, jeśli niebieską – po stronie Greków. Dwie strony dzieli pas ziemi, gdzie powinien stać mur… ale nie stoi. Zamiast niego pomiędzy zwaśnionymi narodami rozpięta jest czerwona taśma. Wokół walają się resztki dawnej działalności heroicznej i trochę śmieci.

Po lewej – Trojańskiej stronie sceny siedzą Trojanie. Mają silne poczucie, że są u siebie ale i tak są spakowani. Na wszelki wypadek. Przedmioty domowego użytku (mikser, pralka, zwłoki dziadka) mieszają się z wielką stertą krzeseł, gazetami, sznurami z praniem, zabawkami, którymi kiedyś bawiły się dzieci, oraz ostatnim działającym telewizorem.

Po prawej – Greckiej stronie, najeźdźcy przywieźli wszystko, co im wpadło w ręce: mają tu walizki, plecaki, namioty, komplety sztućców, skarby kultury i pamiątki z podróży. Wszystko to oclone i zapakowane, bo nigdy nie wiadomo, co może się przydać.

Widzowie zajmują wylosowane miejsca, witani przez obleganych i oblegających. Mogą też zakupić przekąski i foldery w sklepiku PEZYFAE.

Jest trochę jak w Turcji.

 

Didaskalia otwierające scenariusz KAŻDY MUSI KIEDYŚ UMRZEĆ PORCELANKO,
CZYLI RZECZ O WOJNIE TROJAŃSKIEJ autorstwa Agaty Dudy-Gracz.

_________________

 

/// BOSKI ACHILLES
 
No i tak.
Moja matka nie była zwykłą kobietą. Można by rzec, że była zmyślna.
Ten cały pomysł z nieśmiertelnością i piętą – wyborny.
 
Przywykłem do sławy. Ciężko na nią pracowałem i uważam, że mi się należy.
Bo to nie jest tak, jak myślą te dupki, że to tak samo przyszło. Całe życie poświęciłem na to by być tym, kim jestem.
A kim jestem?
 
Przepowiednia mówiła, że umrę młodo i nie zaznam miłości,
nie będę miał dzieci,
mój dom się rozpadnie.
W zamian czeka mnie wieczna chwała, a moje imię nigdy nie ulegnie zapomnieniu.
Coś za coś.
 
Nie będę udawać fałszywej skromności: jestem niepokonany i ludzie mnie uwielbiają.
Nie wiem tylko jak będzie dalej z tą przepowiednią, bo lata lecą… No i raczej ta „śmierć w młodym wieku” jest jakby już nieaktualna. Chyba że chodzi o coś innego? Albo ja czegoś nie rozumiem? … Nie żebym się spieszył.
Lubię żyć.
 
Był taki czas, kiedy to czekanie doprowadzało mnie do szału. Rzucałem się na mury i zabijałem wrogów, kiedy tylko się dało. No ale potem już się nie dało. Oni zamknęli się u siebie, my zostaliśmy pod murami i tak to trwa.
Nie skarżę się. Na swój sposób jestem szczęśliwy. Jakby mój los o mnie zapomniał. A z drugiej strony, tak sobie myślę… Może ja wcale nie muszę tu ginąć? Ostatnio już nawet nie chodzę na plac ćwiczeń.
W końcu jestem boski, to po co mam ćwiczyć?
 
Wokół mnie jest coraz bardziej pusto. Za naszym obozem rozciąga się miasto mogił. W nich spoczywają ci, którzy dotrzymywali słowa i których miałem za braci. Przeżyły tylko miernoty. I ja.
No i mój Patrokles. Ta dziwna namiastka żony.
Czasem łapię się na tym, że nie potrafię się bez niego obejść.
Że wciąż się śmieję z jego nieśmiesznych żartów. Znoszę kłótnie i dąsy. I kwaśną woń porannego oddechu. Nie przeszkadza mi ani jego łysienie, ani zrzędliwość, ani żylaki odbytu. I jest mi bliższy niż ktokolwiek.
I tutaj znowu pojawia się problem z tą przepowiednią… Bo przecież miałem nie zaznać miłości.
Miłość. Dobry Boże.
A ja już dawno pojąłem, że właśnie ona tu na mnie czekała, miast chwały.
 
Oczywiście nigdy nie wpadłem na pomysł by mu to powiedzieć.
On musi czuć się wykorzystywany. Wtedy jest sobą. Musi mieć poczucie własnej sprzedajności i krzywdy. To pewnie wina złej literatury.
I braku wiary. W sens prostych historii.

 

List do postaci – napisany przez reżyserkę spektaklu. 
Monolog świadomościowy postaci w momencie rozpoczęcia akcji przedstawienia.